wtorek, 12 stycznia 2016

Andy Weir - "Marsjanin"


Przeczytałam tę książkę niedługo po tym jak obejrzałam film, będący jej ekranizacją. I stała się rzecz dziwna - choć film okazał się bardzo wiernie trzymać literackiego pierwowzoru, ta powieść ani trochę mnie nie znudziła. Niesamowite.
Kto widział film ten wie o co chodzi. Reszcie powiem, że fabuła koncentruje się na losach pewnego astronauty. Wskutek wyjątkowo nieszczęśliwego zbiegu okoliczności koledzy Marka, przekonani, że ten nie żyje, a zmuszeni do nagłego opuszczenia Marsa, pozostawiają go na powierzchni czerwonej planety. A Mark, zamiast zginąć w trakcie kosmicznej burzy, uchodzi z niej z grubsza cało. To dla niego dobra wiadomość - udało mu się przeżyć. To też dla niego zła wiadomość - udało mu się przeżyć, ale na nieprzyjaznej, mroźnej i jałowej planecie. Ma wprawdzie do dyspozycji stację kosmiczną, ale z ograniczonymi zasobami tlenu i pożywienia oraz wody, w dodatku bez możliwości nawiązania łączności z NASA, a inni członkowie misji, w której brał udział są pewni, że gość nie żyje. Słowem - nikt po niego nie wróci i jest skazany wyłącznie na siebie. Choć wie, że ma bardzo znikome szanse na przetrwanie, podejmuje walkę, za sojusznika mając wyłącznie własną wiedzę i naukę. 

Choć nie brakuje w tej książce naukowych wywodów (ponoć trzymających się kupy) to bardzo lekko jest to wszystko napisane. Temat, który aż prosi się o to by potraktować go z typowym amerykańskim napuszeniem, jest tu ograny wyjątkowo wdzięcznie i w efekcie "Marsjanin" nie tylko trzyma w napięciu, ale jest też po prostu zabawny. 
Bardzo sympatyczna lektura, polecam.
 

niedziela, 10 stycznia 2016

Anna Blundy - "Ślepa wiara"


Zabrałam się za lekturę wczoraj wieczorem i nie spałam do drugiej, bo po prostu musiałam doczytać do końca. Kilka lat temu czytałam inną powieść Anny Blundy i też mi się podobała, ale chyba nie aż tak. 
Sama nie wiem co takiego jest w tej książce. Na pewno świetna główna bohaterka - korespondentka wojenna Faith Zanetti. Redakcja, dla której pracuje, wysyła ją do Iraku, gdzie trwa polowanie na Saddama Husajna. Zanosi się na długie dni nudnego przesiadywania w hotelu pełnym innych dziennikarzy, picie wódki od rana i czekanie na temat, o którym warto napisać. Ale na miejscu sprawy idą zupełnie niespodziewanym torem i Faith ma szansę na prawdziwie sensacyjny materiał. 

Jest w "Ślepej wierze" tempo, niezłe dialogi, szybka akcja, ciekawe postacie drugoplanowe i całkiem niegłupie spostrzeżenia na temat relacji międzyludzkich. Autorka jest dziennikarką, jej ojciec był korespondentem wojennym, wydaje się, że Blundy po prostu wie o czym pisze. Świetnie oddaje klimat dziennikarskiego światka, momentami czytając czułam się jakbym siedziała w hałaśliwym holu bagdadzkiego hotelu otoczona przez przekomarzających się, pokrzykujących reporterów. 
Jest tu też wątek romansowy, bowiem cyniczna i pragmatyczna Faith po raz pierwszy w życiu się zakocha. Na szczęście nie oznacza to dla czytelnika zmiany kursu na ckliwy kicz. W życiu Zanetti nic nie układa się standardowo, więc nowa znajomość musi wiązać się z piętrowymi komplikacjami i emocjami jak na karuzeli - zwłaszcza wtedy gdy Faith uświadomi sobie, że tak naprawdę nie wie kim jest człowiek, dla którego straciła głowę. Czy faktycznie dzieli się z Faith sensacyjnymi tematami czy może próbuje ją zmanipulować?
A wojna trwa w najlepsze, nie dając o sobie zapomnieć i jakoś tak to jest napisane, że słychać jej odgłosy w tle. 

Tak, to jest książka sensacyjna, nic więcej. Ale ma taką atmosferę, że jej lektura sprawiła mi wyjątkową przyjemność.

 

czwartek, 7 stycznia 2016

Sylwia Chutnik - "Jolanta"


Piękna w formie i przejmująco smutna w treści opowieść o zwykłej kobiecie. 
Wzrastająca w warszawskim blokowisku Jolanta od zawsze ma pod górkę. Wczesny rozwód rodziców, matka z rozmachem przechodząca kolejne etapy porzucenia, niezainteresowany dziećmi ojciec, brat raczej obojętny niż opiekuńczy, doświadczenie gwałtu. I śmierć. Śmierć dotykająca tych, z którymi Jolanta czuje jakąś bliskość, a także śmierć przypadkowa, jakby obok, ale ocierająca się o jej życie od zawsze. 
Dziewczyna próbuje jakoś umościć się w rzeczywistości, ale efekty są katastrofalne. Małżeństwo z pierwszym zainteresowanym chłopakiem, przypadkowe macierzyństwo, brak pracy i perspektyw, nikogo prawdziwie bliskiego.

Smutna to powieść o samotności i strachu. O tym jak powielamy zachowania rodziców nawet gdy tego nie chcemy. Czasem nie da się uciec od wzorca wdrukowanego w nasze głowy. Jolanta jest nieszczęśliwa i samotna. Chciałaby kochać, ale nie wie co to właściwie znaczy. Chciałaby być dobrą matką, ale zdarza jej się zapomnieć o wózku z córką pozostawionym pod sklepem. Chciałaby uciec, więc pije ukradkiem jak jej matka. W końcu chciałaby nie być.

Może to studium samotności, może szaleństwa, trudno powiedzieć. Ale ta książka jest po prostu przejmująca.
 

poniedziałek, 4 stycznia 2016

Marc Elsberg - "Blackout"


Wkurzacie się kiedy raz na jakiś czas wyłączą wam prąd? To tylko kilka godzin, ale sama wiem jak komplikuje życie. A gdyby tak prądu nie było przez dwa dni? Albo przez tydzień? Nie tylko na waszym osiedlu, w całym mieście. W całym kraju. Wyobraźcie sobie, że nie tylko nie możecie zagotować wody na herbatę. Nie możecie też umyć się, ugotować obiadu, zatankować samochodu. Nie włączycie komputera ani nie naładujecie telefonu. Nie wypłacicie pieniędzy z bankomatu. Nie zrobicie zakupów, bo żywność w sklepach zepsuła się, tak samo jak ta w hurtowniach. Nie działa ogrzewanie, nie ma wody w kranach, a jeśli akurat leżycie w szpitalu to macie wielkiego pecha - zasilanie awaryjne rozwiąże sprawę na kilkadziesiąt godzin, potem padnie na dobre. 

Taki właśnie świat opisuje Elsberg, tylko nie ogranicza się do jednego miasta - w jego książce pozbawiona prądu zostaje cała Europa i kawałki reszty globu. Co stanie się z ludzkością w obliczu takiego załamania? Czy w ogóle jest szansa na ocalenie skoro elektrownie jądrowe są na skraju katastrofy? Jak przetrwać w świecie, w którym zdobycie czegoś do jedzenia i picia staje się wyzwaniem, i jak to wszystko wpływa na ekonomiczną sytuację krajów, kontynentów, świata? Jak szybko z dobrych, niosących pomoc bliźnim ludzi staniemy się bezwzględnymi łowczymi, złodziejami, może i mordercami? W końcu gra toczy się o przetrwanie.

"Blackout" pokazuje jak mógłby wyglądać świat gdyby terroryści byli w stanie po prostu sparaliżować dostawy prądu. Uświadamia też jak kruche jest nasze poczucie bezpieczeństwa, bo obawiam się, że wizji autora nie można po prostu włożyć między bajki. 
Generalnie więc daje do myślenia, ale narracja zupełnie mnie nie porwała. Powiem wprost - ta książka po prostu mnie nudziła. Czytałam ją na raty chyba przez dwa miesiące, nie byłam w stanie zaangażować się ani w temat, ani w historie poszczególnych bohaterów. Może za dużo ich było, może za dużo przeskoków między postaciami, może mam za grubą skórę. Doceniam pomysł autora i faktycznie, jak się nad tym zastanowić to ciarki po plecach przebiegają, ale jako całość raczej mnie to wymęczyło niż zaintrygowało. Choć wiem, że innym się podoba :)
 

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Paula Hawkins - "Dziewczyna z pociągu"


Całkiem niczego sobie kryminał, w którym przeszkadzało mi właściwie tylko jedno - nachalne skojarzenie z książkami Gillian Flynn. Nie potrafię powiedzieć co dokładnie wywołało to uczucie, może rozpisanie fabuły na głosy poszczególnych postaci? Nie wiem, ale drażniło mnie to mocno podczas lektury.
Poza tym jednak rzecz jest zupełnie przyzwoita, szczególnie jak na debiut. Oto jest sobie Rachel, postać mocno żałosna, alkoholiczka z życiem rozwalonym wręcz modelowo, w dodatku na własne życzenie, więc trudno nam ją lubić. Co rano Rachel pokonuje pociągiem tę samą trasę i co rano przy okazji krótkiego postoju podgląda życie pewnej rodziny. Czego nie zobaczy to sobie dozmyśla i w efekcie jest przekonana, że doskonale zna mieszkańców regularnie oglądanego domu. Gdy więc któregoś ranka obejrzana przez okno pociągu scena mocno odbiega od zwyczajowych, w Rachel budzi się duch detektywa. Wkrótce okazuje się, że coś faktycznie jest na rzeczy, niestety Rachel ma mocno pod górkę - ponieważ jej nałóg jest dla wszystkich oczywisty, nikt nie traktuje jej poważnie, tym bardziej, że kobieta ma już na swoim koncie rozmaite wyskoki. Musi więc zmierzyć się nie tylko z sytuacją, ale i samą sobą, a że dochodzą do tego jej piętrowe problemy osobiste to jest całkiem ciekawie. 

Całość trzyma tempo i napięcie, ale gdzieś pod koniec wszystko siada jakby autorce nagle zabrakło koncepcji albo energii i finał nie jest przesadnie zaskakujący. Szkoda, ale i tak jest nieźle.

środa, 16 grudnia 2015

Małgorzata Musierowicz - "Feblik"



Kiedyś bardzo wyczekiwałam kolejnych części Jeżycjady, czułam się związana z jej bohaterami, ciekawiły mnie dalsze losy Borejków i ich przyjaciół. Ale to było dawno i nieprawda. Od dobrych kilku lat kupuję kolejne części cyklu wyłącznie z sentymentu, a dawne uczucie, że oto czytając Małgorzatę Musierowicz przenoszę się do innego, ciepłego i przytulnego wymiaru ustąpiło miejsca znużeniu i irytacji.
"Feblik" jest mimo wszystko nieco lepszy niż poprzednia "Wnuczka do orzechów". Wprawdzie fabuła jest nadal szczątkowa - leczący złamane serce Ignacy wpada na dawną, szkolną koleżankę i oczywiście rodzi się z tego prawdziwa miłość, a reszta Borejków po prostu spędza lato na wsi - ale jakimś cudem szczególnie mnie to nie znudziło.
Od dawnej Musierowicz dzielą wprawdzie "Feblika" lata świetlne, ale nikogo to chyba nie dziwi, więc nie dramatyzujmy.
Co jest natomiast straszne to zupełnie mdli bohaterowie. Wszyscy, co do jednego. Wyraziste siostry Borejko, stanowiące trzon dawnej Jeżycjady, po prostu zniknęły. Patrycja została sprowadzona do roli kuchty serwującej kolejne potrawy i zastanawiającej się jakie to lody podać na deser. Wrażliwa, inteligentna Natalia pojawia się w tle w dwóch czy trzech scenach jako zupełnie zbędny, bezbarwny twór. Dobiegająca pięćdziesiątki Ida ma chyba być szalona i nieobliczalna, a jest irytująca i sztuczna. No i Gabrysia, już raczej pani w mocno średnim wieku, opisywana przez autorkę tak, jakby nadal miała lat dwadzieścia.
Nieprzesadnie wyeksponowany jest na szczęście ojciec Borejko (kiedyś marzyłam, by mieć takiego tatę, dziś nie mogę się doczekać kiedy wreszcie Musierowicz go uśmierci).
No i przede wszystkim młode pokolenie. Ignacy jest może i uroczym nudziarzem, ale na litość boską, po co wpychać mu w usta te wszystkie drętwe frazesy? Potrafię zrozumieć niechęć autorki do całego chłamu, którym żyje współczesna młodzież, ale czy to wystarczający powód, by czynić bohaterem książki postać zupełnie oderwaną od rzeczywistości? Zupełnie nie rozumiem dlaczego w Jeżycjadzie nie może być pozytywną postacią ktoś, kto po prostu jest współczesny. Czy naprawdę autorka uważa, że przyzwoici ludzie to ci, którzy przy obiedzie przerzucają się cytatami z Sokratesa, a jak już zabierają dziewczynę na randkę to koniecznie śladami historii? Drażni mnie to bardzo, że świat Borejków jest coraz bardziej hermetyczny i coraz bardziej śmierdzący poczuciem wyższości nad gustującym w plebejskich rozrywkach ogółem.
Jasne, że przeczytam kolejną część, ale może pani Musierowicz powinna wreszcie zakończyć tę sagę i zająć się czymś nowym?

czwartek, 1 października 2015

F. Scott Fitzgerald - "Czuła jest noc"


Literacki dorobek Fitzgeralda nie jest duży, przeczytałam wszystko co zostało przetłumaczone na język polski, w tym wszystkie jego powieści. Od razu wyznam, że dla mnie Fitzgerald pozostaje autorem jednej książki. "Wielki Gatsby" mnie zachwycił i rozbudził nadzieje na więcej, ale teraz już wiem - to był szczyt umiejętności autora, jedna rzecz, która mu się bez cienia wątpliwości udała i zasłużenie uczyniła sławnym. Reszta jest niestety raczej nędzna. 

"Czuła jest noc" przez chwilę rozbudziła moje nadzieje. Podzielona na trzy części opowieść o cieszącym się życiem lekarzu i jego chorującej psychicznie żonie spleciona z losami młodziutkiej gwiazdy filmowej, francuskie wybrzeże, towarzyskie układy, przyjaźnie i romansiki relaksujących się w Europie Amerykanów - zapowiadało się nieźle. Ale na zapowiedziach się skończyło. Nawet jeśli czytać to przez pryzmat losów samego autora, rzecz jest zwyczajnie nudna i nijaka. Pierwsza i ostatnia część powieści budzą jeszcze jakieś emocje (po pierwszej części lektury myślałam wow, ależ to jest filmowo napisane, super), ale nudny środek skutecznie zabija resztę. Kompletnie nie obchodzili mnie bohaterowie, ani zapijaczony Dick, ani infantylna Rosemary, ani nudna, choć teoretycznie najbardziej skomplikowana żona głównego bohatera. 
Lektura tej książki utwierdziła mnie tylko w przekonaniu, że Fitzgeralda chcę zapamiętać wyłącznie jako autora "Wielkiego Gatsby'ego", reszta nie jest warta wzmianki.