poniedziałek, 9 stycznia 2017

Lars Saabye Christensen - "Jubel"


Moje trzecie zetknięcie z prozą Christensena, którego pokochałam szczerze po lekturze "Odpływu" i "Półbrata". I od razu zaskoczenie, bo od pierwszych stron widać, że to nie jest Christensen do jakiego przywykłam. Nieco mnie to wytrąciło z równowagi, ale gdy w końcu pogodziłam się z faktem, że to po prostu zupełnie inna książka, zaczęłam czytać z przyjemnością. 
Ta surrealistyczna w klimacie powieść to historia Jonatana Chwyta - zawodowego muzyka, który trafia do mroźnego, odciętego od świata miasteczka, by w pozbawionym gości hotelu grać do kotleta. Z pozycji przybysza z zewnątrz obserwuje zagadkowe relacje między mieszkańcami, połączonymi skomplikowaną siecią dziwactw, sekretów i trwających latami konfliktów. Chwyt szybko odkrywa, że nie tylko w sennej mieścinie próżno szukać kogoś, kto nie byłby częścią ciekawej opowieści, ale że i on sam, ze swoją dziwaczną przeszłością, doskonale wpisuje się w lokalny koloryt.

Christensen świetnie odmalowuje klimat maleńkiego miasteczka i zależności między jego mieszkańcami, całkiem udatnie konstruuje też postać głównego bohatera. To znacznie mniej poważna książka niż te, które już znam, ale na pewno nie jest to książka nieudana. Podobała mi się. 
 

wtorek, 20 grudnia 2016

Marek Raczkowski, Magda Żakowska - "Książka, którą napisałem żeby mieć na odwyk"



Druga część rozmowy dziennikarki Magdy Żakowskiej ze znanym rysownikiem. Choć książki dzieli niewiele czasu to mamy tu dwóch różnych Raczkowskich. Bo ten z pierwszej części był po prostu hedonistą pełną gębą, a ten z drugiej jest facetem po wylewie, który ledwie wywinął się śmierci i musiał diametralnie zmienić styl życia. Na szczęście nie zmienił światopoglądu i osobowości. 

O takich książkach mówię "literatura kibelkowa" i nie mam na myśli nic złego. Rozumiem ten zbiór jako książki, które można w dowolnej chwili odłożyć, zawiesić ich lekturę, poświęcić im pół dnia albo dwie minuty i nie trzeba się potem w nie od nowa "wciągać" - czyli wszelkiej maści wywiady, biografie, reportaże, literaturę popularnonaukową. 
Obie rozmowy z Raczkowskim świetnie wpisują się w ten nurt. Wolę chyba poprzedni tom, był jakby mniej wysilony. W tym czuć trochę desperackie poszukiwanie kontrowersyjnych tematów, co owocuje evergreenami w stylu aborcji, homoseksualizmu i księży, ale i tak sam wywiad ma sporo wdzięku i ogólnie rzecz jest całkiem interesująca. Plus mnóstwo świetnych rysunków. 


środa, 7 grudnia 2016

Patricia Highsmith - "Carol"


Napisana ponad sześćdziesiąt lat temu książka Patricii Highsmith pod wieloma względami wcale się nie zestarzała. Cóż bowiem bardziej ponadczasowego niż miłość?
Dziewiętnastoletnia Therese podejmuje tymczasową pracę w wielkim domu towarowym. Pewnego dnia poznaje klientkę - zamożną, piękną i elegancką Carol. I odkrywa, że chce ją poznawać, przebywać w jej towarzystwie, po prostu z nią być. 
Highsmith świetnie przedstawia swoje bohaterki. I dopiero wchodzącą w życie Therese, i dojrzałą Carol - świadomą swoich potrzeb żonę, a przede wszystkim matkę. Nie ma tu mocnych scen, a jednak relacja kobiet i rodzącego się między nimi uczucia wydaje się bardzo intensywna. 
Doskonale oddany klimat cukierkowych, dusznych lat pięćdziesiątych.

Miałam skojarzenia z "Samotnym mężczyzną" Isherwooda, choć właściwie nie wiem dlaczego. Tamta książka jest przecież o rozpaczy i stracie, podczas gdy "Carol" to hymn na cześć rodzącej się miłości. Chodzi chyba o pewną elegancję i atmosferę opowieści. W każdym razie trochę się w tej powieści zakochałam.
 

wtorek, 29 listopada 2016

Karl Ove Knausgard - "Moja walka" tom 3


W trzeciej części autobiograficznego cyklu Knausgard mierzy się z całym swoim dzieciństwem, a przede wszystkim z figurą ojca, który w dużym stopniu ukształtował osobowość autora. Pamiętamy go z pierwszego tomu jako żałosnego, znienawidzonego przez rodzinę żula, który zapił się na śmierć i który zostawił po sobie wyłącznie zasikany, lepiący się od brudu dom.
Teraz obraz staje się pełniejszy. Czasy, do których wraca Karl Ove Knausgard to najlepszy okres w życiu jego rodziców. Są młodym małżeństwem, budują rodzinę, mają dwóch synów, nowy dom, pracują. Knausgard senior to szanowany nauczyciel, w domu nie ma alkoholu ani awantur, małżeństwo rodziców, choć z czasem jakby pękające, wydaje się partnerskie i całkiem szczęśliwe. Tym trudniej zrozumieć jak to możliwe, że w tak udanej rodzinie dochodzi do sytuacji, w której synowie panicznie boją się ojca. Szczególnie młodszy Karl Ove jest wręcz sparaliżowany strachem. Ojciec jest tu przedstawiony jako odrażający typ czerpiący sadystyczną przyjemność z, głównie psychicznego, znęcania się nad dziećmi. 

Jest to zadziwiająco mocna lektura. Z jednej strony mamy tu opisy zupełnie zwyczajnego dzieciństwa jakie ja sama pamiętam - włóczenie się z kolegami po okolicy, pierwsze miłości, odkrywanie własnej seksualności, próby wywalczenia sobie jakiejś roli w grupie, drobne przewinienia, których potencjalne konsekwencje wydają się końcem świata. A z drugiej strony paniczny strach przed ojcem. Tak wielki, że nawet zgubiona na basenie skarpetka jest źródłem wielkiego stresu, bo z góry wiadomo, że konsekwencje takiego zaniedbania będą dotkliwe. 
Nie przepadam za książkami, które pokazują świat z punktu widzenia dziecka, może dlatego, że dzieci niezbyt mnie interesują, ale wspomnienia Knausgarda są naprawdę mocne. Jak to możliwe, że można żyć w domu, w którym nawet po szklankę soku nie wolno iść bez pozwolenia i jak to możliwe, że dobra, kochająca swoich synów matka nie tylko nie reaguje, ale wydaje się zupełnie nie dostrzegać domowej przemocy i atmosfery ciągłego terroru?

Można Knausgarda lubić albo nie, ale jedno trzeba przyznać. Jest świetny w opisywaniu przełomowych momentów życia, tych jego fragmentów, które determinują kim i jacy będziemy.
 

czwartek, 24 listopada 2016

Zeruya Shalev - "Życie miłosne"


Choć książki Shalev są w Polsce od lat bardzo popularne to jakoś tak się złożyło, że dopiero teraz przeczytałam jedną z nich. I jestem zachwycona. 
"Życie miłosne" to przede wszystkim fantastyczny portret kobiety na niespodziewanym zakręcie, ale i fascynujące studium dynamiki rodzinnych więzi.
Robiąca naukową karierę Ja'ara, młoda mężatka, przypadkowo poznaje znajomego rodziców. W jednej chwili zmienia się całe jej życie. Niezwykle silna, zmysłowa fascynacja dojrzałym Ariem szybko przeradza się w miłosną obsesję, w obliczu której blednie wszystko wokół. Praca na uniwersytecie, rodzice, małżeństwo - wszystko to staje się zupełnie nieważne wobec niewytłumaczalnego szaleństwa, które ogarnia Ja'arę. 
Ale to nie jest historia romantycznej miłości. Arie traktuje kochankę przedmiotowo, obcesowo. Nie dąży do kolejnych spotkań, ma życie ulepione w zgodzie z własnymi pragnieniami, Ja'ara może w nim być tylko gościem, w dodatku gościem, którego los jest gospodarzowi zupełnie obojętny. 
Wspaniale opisuje Shalev swoją miotającą się bohaterkę. Ja'ara stopniowo porzuca wszystko na co składała się jej codzienność, choć wie, że niczego w zamian nie dostanie. 
Relacja z Ariem nie tylko każe jej zastanowić się nad sensem własnego życia i pozornie udanego małżeństwa, ale i zadawać pytania o przeszłość. Dlaczego matka Ja'ary tak bardzo nienawidzi Ariego i o co właściwie chodzi z tajemniczą chorobą ojca?
Niesamowite studium miłosnego uzależnienia, cudnie napisane (choć jeśli te długie zdania i brak dialogów są znakiem firmowym Shalev to rozumiem, że może być na dłuższą metę irytująca).
Zachwyt. 

wtorek, 22 listopada 2016

Diana Gabaldon - "Obca"


Jakiś czas temu trafiłam na serial "Outlander" i to on przywiódł mnie do książki Diany Gabaldon. Niekoniecznie powinna mi się spodobać, wydaje się, że skierowana jest raczej do wchodzących w dorosłość dziewczyn niż kobiet po trzydziestce, ale gdy tylko zapomniałam, że wolę ambitniejsze lektury - o dziwo okazało się, że bawię się całkiem nieźle. 

Bohaterką "Obcej" jest Claire, sanitariuszka wojenna, która w tajemniczy sposób przenosi się z roku 1945 do osiemnastowiecznej Szkocji. To oczywiście tylko początek jej przygód. W surowej rzeczywistości góralskich klanów, w świecie pozbawionym antybiotyków i codziennych udogodnień, zdezorientowana, tęskniąca za mężem i znanym sobie światem kobieta musi jak najszybciej odnaleźć swoje miejsce. Tylko co się stanie kiedy okaże się, że nowa rzeczywistość i ludzie, wśród których teraz żyje są jej tak samo drodzy jak to, co zostawiła? Czy uzbrojona w historyczną wiedzę Claire zdoła odwrócić bieg tragicznych wydarzeń? 
Spora część książki koncentruje się na uczuciowym życiu Claire. I choć opisom jej osiemnastowiecznej miłości z pociągającym Jamiem bliżej do tandetnego romansu niż dobrej literatury, to jednak jest to jakoś równoważone przez pozostałe elementy powieści i ogólnie całość wypada całkiem nieźle.

Jak dla mnie "Obca" idealnie wpisuje się w kategorię "wstydliwe przyjemności". Nie jest to ważna, duża literatura, ale całkiem przyjemny wypełniacz czasu. Jakiś czas temu miałam ochotę na coś takiego i sięgnęłam wtedy po cykl tudorowski Philippy Gregory - pierwszy tom był napisany tak fatalnie, że porzuciłam rzecz po kilkudziesięciu stronach. Na tym tle książka Gabaldon prezentuje się wręcz wybornie. Już sobie kupiłam drugi tom :)


poniedziałek, 14 listopada 2016

Jo Nesbo - "Karaluchy"


Ciągnie mnie ostatnio do kryminałów, więc zaległy Nesbo wreszcie się doczekał.
Zwłoki norweskiego ambasadora w podejrzanym motelu, wielkie pieniądze i powiązania z pedofilią, których norweski rząd bardzo nie chce nagłaśniać. A w tym wszystkim Harry Hole, obarczony swoją trudną przeszłością, skacowany, ale zdecydowany wyjaśnić sprawę, której korzenie sięgają dużo głębiej niż może się wydawać.

Bardzo mi się te "Karaluchy" podobały. Ze względu na fabułę też, ale przede wszystkim chyba dlatego, że akcja toczy się w Bangkoku - mieście, w którym zakochałam się rok temu. Nesbo przeniósł mnie właśnie tam, na hałaśliwe, zatłoczone ulice pełne skromniutkich stoisk z tanim, pysznym jedzeniem, w śmierdzące, ciemne zaułki wypełnione przeczuciem nadciągającego niebezpieczeństwa, na wielopasmowe, ruchliwe autostrady przecinające miasto, które rzeczywiście nigdy nie śpi. Aż zatęskniłam za Tajlandią, a za Bangkokiem szczególnie.
A przy okazji przypomniałam sobie jakim fajnym bohaterem jest Hole. Dobrze, że mam jeszcze na półce kilka książek Nesbo.