wtorek, 20 kwietnia 2010

Elia Kazan - "Mordercy"


Jeśli chodzi o moich ulubionych pisarzy amerykańskich to Elia Kazan jest w ścisłej czołówce. Na podium są jeszcze John Irving i John Updike, a ja wciąż nie umiem zdecydować jak ich obdzielić medalowymi miejscami...

Elia Kazan był przede wszystkim reżyserem, w dodatku bardzo cenionym. Zajmował się głównie sztukami na Broadwayu, ale zrobił też kilka znaczących filmów. Jeśli kojarzycie ekranizację "Tramwaju zwanego pożądaniem" albo "Na wschód od Edenu" z kultową rolą Jamesa Deana - to właśnie dzieła Kazana. Został on zresztą dwukrotnym laureatem Oscara za reżyserię, ma też na koncie nagrodę za całokształt twórczości. Jest również założycielem prestiżowego Actors Studio, do którego garną się gwiazdki i gwiazdeczki z całego świata.


Wiele lat temu przeczytałam wszystkie wydane w Polsce powieści Kazana. Czyli prawdopodobnie wszystkie w ogóle, bo nie ma ich zbyt wiele. Teraz do nich wracam. Jest to podróż poniekąd sentymentalna, ciekawa o tyle, że - jak się okazuje - nie pamiętam już samych książek w sensie ich fabuł, natomiast nadal zachwycam się Kazanem jako ich autorem.

Wszystkie bez wyjątku jego powieści czyta się tak, jakby człowiek oglądał film. Przełożenie ich na język kinowego obrazu nie powinno być trudne, jego książki to właściwie gotowe scenariusze z uwagami reżysera na marginesach. Nie wiem czy to kwestia językowej wrażliwości autora, czy może daje o sobie znać jego główny zawód, w każdym razie efekt jest fantastyczny.


"Mordercy" przenoszą nas do Ameryki z epoki dzieci - kwiatów. Nowy Meksyk, środek pustyni, baza wojsk lotniczych i jej uporządkowany świat pełen wojskowych rytuałów, dyscypliny i porządku. A gdzieś obok hipisowska komuna, wolna miłość, niezależność i totalny brak poszanowania dla tak zwanych ogólnie przyjętych zasad. Te dwa światy przetną się, gdy sierżant Cesario Flores odkryje, że jego ukochana córka uciekła z domu, by przyłączyć się do hipisów. Ten ceniony, choć niespecjalnie wyróżniający się z tłumu żołnierz, w którego żyłach płynie meksykańska krew nie może pozwolić, by jego córka prowadziła takie życie. Nie zważając na to czego pragnie dziewczyna, Cesario jest gotów na wszystko, by wyrwać ją z nowego środowiska, a przede wszystkim z rąk chłopaka, z którym związała się młoda panna Flores. Dyskretnie zachęcany przez przełożonych do podjęcia radykalnych kroków Cesario rozwiązuje problem, zabijając dwóch młodych mężczyzn. Reszta powieści to przedstawienie konsekwencji tego czynu - konsekwencji, których, jak się szybko przekonujemy, prawdopodobnie nie będzie. Lokalna społeczność bowiem w pełni popiera czyn sierżanta, który w ich mniemaniu bronił honoru rodziny i po prostu oczyścił miasto z dwóch hipisowskich szumowin. Także wojsko jest po stronie mordercy. Prokurator i sędzia myślą tylko o tym jak ta sprawa wpłynie na ich kariery. Kiedy rozpoczyna się proces, oskarżyciel i obrońca stoją tak naprawdę po tej samej stronie barykady, a sam proces jest tylko rytuałem, który muszą odprawić, by sprawa wyglądała na załatwioną zgodnie z prawem.

O sprawiedliwość i dobre imię ofiar chce walczyć ich przyjaciel, Michael. Ten wychudzony, wiecznie naćpany chłopak o wrażliwym uśmiechu staje się dla jednego z oskarżycieli czymś w rodzaju wyrzutu sumienia. Dwóch mężczyzn ze skrajnie różnych środowisk połączy specyficzna relacja momentami ocierająca się o przyjaźń. Ta znajomość dla każdego z nich będzie źródłem wartościowej nauki.


Warto zauważyć, że Kazan nie idzie na łatwiznę i nie posługuje się stereotypami. Nie każdy hipis u niego to łagodny pacyfista, a nie każdy przedstawiciel armii jest bezduszną świnią pragnącą zamieść brudy pod dywan. Sprawa Floresa w jakimś stopniu dotknie sumienia każdej z osób, która w niej uczestniczy.

Realia, w jakich pisarz osadził akcję swej powieści należą już do przeszłości. Ale pytania, które stawia są uniwersalne i nie straciły na aktualności. Są to pytania o wartość prawdy, lojalności, przyzwoitości, o granice cynizmu i wyrachowania.


"Mordercy" nie są chyba najlepszą z książek Kazana, ale i tak jest to książka świetna.

Na koniec mała uwaga - raczej nie polecam wydania Rebisa z 2002 roku. Tłumaczenie wydaje mi się dość niechlujne, a do tego zawiera sporo literówek. Tłumaczyła pani Zofia Zinserling. Sprawdziłam pozostałe powieści Kazana w swojej biblioteczce, wszystkie są tłumaczone przez inne osoby i nie miałam przy lekturze wrażenia owej niechlujności. Jeśli więc nabierzecie chęci na przeczytanie "Morderców", rozglądajcie się raczej za innymi wydaniami.



2 komentarze:

  1. stoi u mnie ten Kazan, a teraz chyba po niego sięgnę.

    OdpowiedzUsuń