środa, 3 listopada 2010

Elia Kazan - "Układ"


Zawsze kiedy czytam którąś z książek Kazana, zastanawiam się na ile jego bohaterowie zbudowani są z doświadczeń i osobowości pisarza. Trudno mi sobie wyobrazić, że można tak genialnie portretować ludzi nie pisząc po prostu o sobie.


Bohaterem "Układu" jest Eddie Anderson, jak to u Kazana - facet w średnim wieku, syn greckich emigrantów. Nieźle radzący sobie w życiu, przynajmniej na pozór, bo gdy zajrzeć pod fasadę, okazuje się, że mamy tam niezły bałagan.

Eddie postanawia zmienić swoje życie i od tej pory troszczyć się przede wszystkim o siebie, a nie o innych. Nie żeby wcześniej był szczególnie wrażliwy na potrzeby otoczenia, brak egoizmu raczej nie był jego problemem. Po prostu dochodzi do wniosku, że świat, który sobie wykreował to tylko sztuczna scenografia, a całe jego życie przypomina występowanie w sztuce teatralnej. Impulsem do tej zmiany jest kolejny romans Eddiego. Cierpliwość jego żony w końcu się kończy i kobieta stawia mężowi ultimatum - ona albo kochanka. Ta sytuacja to jednak tylko punkt wyjścia dla historii Eddiego.

Mężczyzna najpierw próbuje zerwać z kochanką i dostosować się do oczekiwań żony, szybko jednak okazuje się, że po raz kolejny wpasował się w układ, którego częścią wcale nie chce być. Wtedy właśnie Eddie uznaje, że ma tego dość, dość przybierania kolejnych póz i wkładania masek na potrzeby społecznych oczekiwań.

Powszechnie szanowany, stateczny, robiący karierę Eddie przestaje liczyć się ze zdaniem otoczenia i odtąd mówi co myśli i robi to, na co ma ochotę. To oczywiście nie spotyka się z niczyim zrozumieniem, trzeba przecież zwariować żeby chcieć porzucić wspaniałą żonę i wygodne życie, żeby zrezygnować ze świetnej posady i po prostu zacząć od nowa.

A Eddie zachowuje się jak człowiek, który po wielu latach odzyskał wolność. Jedzie do Nowego Jorku, by odzyskać Gwen, swoją kochankę oraz pielęgnować umierającego ojca. Zachowuje się irracjonalnie, ale ma to gdzieś.

Po serii szalonych zdarzeń, wśród których podpalenie znienawidzonego domu rodziców - symbolu nieudanego życia rodzinnego - nie jest wcale najbardziej spektakularne, Eddie ostatecznie ląduje gdzieś na prowincji, prowadząc sklep z alkoholami i żyjąc z Gwen. Cały bunt mężczyzny kończy się więc zamianą jednego układu na drugi i można się tylko domyślać, że za jakiś czas Eddie znów zapragnie odmiany.


Skłaniam się ku opinii, że "Układ" jest najlepszą z książek Kazana. Wszystko mi się w niej podoba - fabuła, tempo, wyraziste postacie. Świetne dialogi, to zresztą mocna strona tego pisarza.

To powieść o maskach, które dobrowolnie nakładamy. O normach społecznych, które nas ograniczają i nie pozwalają być do końca sobą. Eddie to facet, który odrzucił nawet własne, greckie nazwisko i na potrzeby kariery przybrał nowe, żeby lepiej brzmiało. I choć zachowuje się jak rozkapryszony bachor to trudno mu nie kibicować w próbach życia w zgodzie z samym sobą.

Czy przemiana Eddiego jest prawdziwa, głęboka, czy też jest to tylko chwilowy bunt wynikający z kryzysu wieku średniego - tego się nie dowiemy. Bohater "Układu" odrzuca dawne życie, rezygnuje z wszystkich wypracowanych przywilejów, ale tak naprawdę zatacza koło. Zmieniają się okoliczności i kobieta u jego boku, ale układ pozostaje układem.


Bardzo polecam, świetna książka.


3 komentarze:

  1. Mam tę książkę i aż wstyd się przyznać jak długo stoi na półce. Kupiłam kiedyś w antykwariacie - można powiedzieć, że dostałam za darmo - tyle kosztowała.
    Dobrze, że mi o niej przypomniałaś.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kazan, Kazan... Dawno nie czytałam. Dzięki stokrotne za przypomnienie. Przed sobą mam jednak coś starszego. Dickens, Remarque ;) [wygłodniała] - trza się odchamić!!

    Pozdrawiam serdecznie :))

    OdpowiedzUsuń
  3. Dickensa też bym sobie chętnie przypomniała. Mam też chęć na odświeżenie Irvinga, ale kiedy to zrobić skoro nie nadążam z czytaniem bieżącym? Gdzie tu jeszcze czas na powroty do rzeczy już znanych, ech. Gdyby tak doba była ze dwa razy dłuższa...:-)

    OdpowiedzUsuń