
Joyce Carol Oates wciąż jeszcze potrafi mnie solidnie zaskoczyć. Napisała książkę zupełnie inną od tych, które już czytałam. Początkowo nie potrafiłam określić co mi tu nie pasuje, w końcu doszłam do wniosku, że tym razem Oates pisze jakby innym stylem - a kiedy już dokonałam tego odkrycia, wciągnęłam się w lekturę dokładnie tak samo jak zawsze w przypadku tej autorki.
Rzecz dzieje się na terenie amerykańskiej uczelni dla dziewcząt z dobrych domów, jest schyłek epoki dzieci - kwiatów, a główne bohaterki to czarnoskóra Minette - córka pastora, założyciela kościoła o dziwnie brzmiącej nazwie i biała Genna, której rodzice to podstarzała hipiska i znany adwokat o podejrzanych powiązaniach. Tym co połączy dziewczęta będzie dzielony wspólnie pokój w akademiku i… nic poza tym.
Genna, wychowana w przekonaniu, że sam fakt bycia białą daje jej przywileje nieosiągalne dla Afroamerykanów, od początku postanawia zaprzyjaźnić się z Minette. Ale Minette to niełatwy orzech do zgryzienia - gburowata, niemiła, trzymająca się na dystans i ociekająca pogardą w stosunku do koleżanek z uczelni. I choć Genna robi co może by udowodnić swojej współlokatorce, że jest jej życzliwa, za każdym razem odbija się od muru, który zbudowała wokół siebie ta rozmiłowana w lekturze Biblii córka pastora.
Fascynacja osobą Minette staje się dla Genny centrum wszystkiego, a im dalej brniemy w lekturę, tym jaśniejsze staje się dla nas, że fascynacja ta sprowadza się po prostu do tego, że dziewczyny różnią się od siebie kolorem skóry. Gdy ktoś zaczyna robić Minette wredne, rasistowskie "psikusy", Genna dwoi się i troi, by zataić to przed koleżanką. Sprawca coraz bardziej obrzydliwych kawałów nie zostaje ujęty, za to Minette doskonale czuje się w roli ofiary. Wykorzystując sytuację korzysta z wszelkich możliwych przywilejów i w ogóle nie zauważa zaangażowania Genny w dbałość o zapewnienie jej dobrego samopoczucia.
Najciekawsze w tej powieści jest to, że nie ma w niej pozytywnej bohaterki. Obie dziewczyny są bowiem tak samo irytujące - i chamska Minette, której jedyną "zaletą" jest fakt bycia czarną, i naiwna Genna ze swoją słabą, chwiejną osobowością i ideałami, które nie pozwalają jej stanąć twarzą w twarz z niefajną rzeczywistością.
Ale wątek czarnej i białej rasy to nie wszystko w książce Joyce Carol Oates. Równie ważne są tu analizowane po latach rodzinne relacje Genny. Patologiczna w gruncie rzeczy rodzina, z matką unikającą bliskości i filozofującym, rozpolitykowanym ojcem, przepadającym na dni i tygodnie nie wiadomo gdzie i w jakiej sprawie, ciągła świadomość prześladowań przez FBI i podejrzani znajomi ojca pomieszkujący w domu.
Dojście do ładu z tym wszystkim jest dla Genny z perspektywy czasu nawet ważniejsze niż uporanie się z poczuciem winy po tragicznej śmierci Minette, oczywistej od pierwszych stron książki i będącej punktem wyjścia dla całej opowiadanej historii.
Choć (przynajmniej dla mnie) ta powieść różni się stylem od innych książek Oates, jest tak samo wciągająca.
Ciekawe było dla mnie odkrycie, że i ja, jak Genna, odruchowo chciałam czuć do Minette sympatię. I choć z każdą stroną bohaterka była bardziej antypatyczna, chciałam tego nie zauważać, a wszystko tylko z powodu koloru jej skóry.
Jest tu to, co charakterystyczne dla tej pisarki - szorstki język, wnikliwe portrety postaci, duszna atmosfera. Oates nie jest od upiększania rzeczywistości, ona zdecydowanie jest od jej przedstawiania. A robi to tak, że jej książki pozostają w głowie na długo po skończeniu lektury.
Komu jeszcze nazwisko Joyce Carol Oates nic nie mówi - ten niech nadrabia zaległości. Warto.