
Jednym z moich wstydliwych sekretów jest fakt, że uwielbiam seriale z cyklu "CSI: Kryminalne zagadki". Oczywiście doskonale wiem (albo raczej - od zawsze przeczuwałam), że rzeczywistość serialowych laborantów jest mocno podkoloryzowana na potrzeby filmowej produkcji i oczywiście strasznie mnie bawią te wszystkie bazy danych w pół minuty porównujące miliard kawałków papieru, i oczywiście uśmiech politowania zakwita na mych ustach na widok marnej jakości nagrania video wyostrzanego tak, że widać na nim najmniejszy paproch, a wszystko to w mgnieniu oka i z obowiązkowym "piiiip" w tle.
Wszystkie te "oczywiście" nie zmieniają faktu, że kocham CSI i nic tego nie zmieni:-)
Dana Kollmann zna rzeczywistość laboratorium kryminalistycznego z zupełnie innej, zdecydowanie prawdziwszej strony - przez 11 lat była bowiem jego pracownikiem. W swojej książce opisuje te sprawy, które najbardziej zapadły jej w pamięć i przy okazji rozprawia się z mitami, które narosły wokół jej zawodu dzięki serialom takim jak CSI.
W boleśnie prawdziwy sposób opisuje miejsca zbrodni, w których odziana w szpilki i wąską spódnicę pani detektyw nie miałaby najmniejszych szans. Miejsca, które dalekie są od obrazu względnie uporządkowanego pokoju ze zwłokami schludnie ułożonymi na podłodze. Nie bez powodu maseczka ochronna i czapka to podstawowy element wyposażenia technika kryminalistycznego. Jeśli nie jesteście w stanie znieść opisów części ludzkiego ciała walających się po podłodze i spływających z sufitu, jeśli brzydzą was informacje o stopniach rozkładu zwłok - darujcie sobie tę lekturę. Jeśli jednak fascynuje was to wszystko choć trochę tak jak mnie - będziecie tą książką zachwyceni.
Kollmann pisze co najmniej sprawnie, co w połączeniu z bliskim mi rodzajem czarnego humoru sprawia, że czyta się to świetnie. Autorka nie upiększa, nie próbuje dodawać swojej pracy splendoru. Opisuje zarówno ciekawe sprawy jak i absurdalne sytuacje, których w trakcie jej kariery nie brakowało.
Ze wspomnień Dany Kollmann wynika jasno - praca w laboratorium kryminalistycznym to czasem bardzo ciekawe sprawy, ale na codzień to przede wszystkim żmudne zbieranie mało interesujących dowodów i ohydna babranina w ludzkich wydzielinach. Ale przy tym wszystkim jest to praca, którą się kocha, nawet jeśli większość ludzi nie potrafi tego zrozumieć.
Dla mnie - świetna lektura. Polecam.